O autorze
Slajdy z wakacji… dzieciństwo… dzieci, które trzymają na rączkach inne dzieci… klaksony… wołanie do modlitwy… dzwony… ikony… kadzidła… marchewki z pola… łapanie koguta… orzeszki ziemne… pasta cukrowa…

Dlaczego Baby Jaghi?

Przedstawimy się grzecznie i krótko: Caroline i Fabiola Jaghnoun – baby i Jaghi też.

Dla kogo?

Po pierwsze dla najwspanialszych rodziców – Matki Teresy z rodu Kozłowskich i Biskupskich oraz Ojca Stalina z rodu Jaghnoun i Eid, ponieważ gdy splotły się ich losy zgotowali nam nasz własny. W podziękowaniu za miłość i wsparcie, które są naszą ostoją, źródłem siły i spokoju; za wolność, którą nas obdarzyli, poprzez którą nauczyłyśmy się rozwijać skrzydła.

Dla naszych dzieci, które nigdy nie miały szansy poznać tej drugiej ojczyzny. Chcemy pokazać inny styl bycia, z dala od zgiełku, gazet i natłoku informacji o wojnach i rewolucjach. Chcemy, choć w małym stopniu, zbliżyć tę jakże daleką inność i udowodnić, że taka mieszanka kulturowa jest bogactwem duszy i błogosławieństwem dla zmysłów.

Dlaczego w ogóle?

Tak naprawdę tu wcale nie chodzi o gotowanie, tylko o pasję. Gdzieś tam, w środku każdego z nas walczą ze sobą demony i anioły, stwory z przeszłości pełne życia i woli walki. Chodzi o to, że pozornie nie da się połączyć oliwy z sokiem z cytryny, ale ostatecznie się da. Chodzi o to, że sól morska roztopi nawet żelazo, ale ostatecznie uszlachetnia kapustę. Chodzi o to, że musiałyśmy pogodzić wschód z zachodem i namalować ten obraz.

Głęboko w nas, gdzie słodko jest aż mdli, a zarazem kwaśno aż Cię skręca, często musisz wybierać, a jeśli nie chcesz poddać się skrajnościom, odrzucasz walkę, bo miłość i pasja wszystko mogą. I wtedy kobieta ubrana w kolory koguta tańczy przy melodii wypływającej z kanunu. I nie dziwi nic!

Okra Nie Taka Okropna

Fot. Fabiola Jaghnoun Jurga
W tym samym czasie kiedy Mohja zdobywała dobre oceny u Karmelitanek, młody Gabriel uczył się od ojca fachu złotnika, bawiąc się palnikami i chlorem oraz różnymi foremkami do bransoletek, pierścionków i naszyjników. Jego ojciec Meletius widział w nim dużo energii i potencjału więc, żeby nie zmarnować jego manualnych talentów oddal Gabriela w ręce najlepszego dentysty w Latakii aby „wytrenował” mojego dziadka również na dentystę!

Gabriel wcześnie stracił matkę, ale Meletius szybko znalazł drugą żonę (nosiła nawet to samo imię, co pierwsza – Ramza), gdyż zajęty swoją pracą, potrzebował kogoś kto wychowa mu dzieci (poza moim dziadkiem, jeszcze młodszych Habiba i Mari). Ale Ramza urodziła swoje dwie córeczki, Jole i Alicję, które stały się jej oczkiem w głowie i marnie zastępowała dzieciom Meletiusa matkę. Jej największym zmartwieniem był jednak majątek Meletiusa. Nie chciała, żeby mąż go roztrwonił na przyszłe synowe, więc knuła w najlepsze, aby znaleźć żony dla synów męża.
Gabriel – pełen życia i energii – młody mężczyzna czuł po nocach potrzebę obecności kobiety. Po drugiej stronie ulicy mieszkała piękna wdowa. Jej czarujacy smutek i tajemnicze milczenie pociągały młodego Gabriela, który szybko zakochał się w starszej o 15 lat sąsiadce. Kiedy Meletius się o tym dowiedział, wpadł we wściekłość, doszło do rękoczynów i tym samym wybił Gabrielowi z głowy ponętną wdowę. Następnie poinformował go, że sam znajdzie mu młodą narzeczoną, a on niech się skupi na nauce i pracy.
Ramza wyczuła wściekłość pasierba i, korzystając z okazji, podsunęła mu pod nos swoją siostrę. W ten sposób miała pewność, iż pieniądze męża pozostaną pod jej kontrolą. Gabriel był niechętny, bo szwagierka ojca okazała się znacznie brzydsza od pięknej, bogatej wdowy, ale jego pragnienie  posiadania żony,   w połączeniu ze sprytem macochy niestrudzenie podsuwającej swą siostrę dzień i noc – w końcu wzięły górę. Ramza chciała przypieczętować te ciche swaty więc kupiła Gabrielowi skromną biżuterię, żeby ofiarował przyszłej narzeczonej. Siostrze obiecała pokaźniejsze dary, kiedy zdoła przekonać Meletiusa o słuszności takich zaręczyn. Siostra Ramzy – jak to uradowana młoda kobieta – chciała się dzielić swoim szczęściem, przy najbliższej okazji pochwaliła się pierścionkiem przyjaciółce, która długo nie czekała i obwieściła swojej rodzinie radosną nowinę. I tak po paru dniach Meletius zaczął otrzymywać gratulacje z okazji zaręczyn najstarszego syna. Oprócz uczucia głębokiego zmieszania szybko pojawiło się uczucie gniewu i furii: „Chcesz mi z syna szwagra zrobić, ty zła kobieto???!!!” – ryk Meletiusa słychać było w najbliższych dwóch domostwach. Zaręczyny zostały zerwane.  Meletius, tym razem sam zabrał się za poszukiwania synowej i wtedy pojawiła się Hanna. Meletius i Hanna dogadali się radośnie w sprawie małżeństwa swoich dzieci. I nawet wybrali odpowiedni termin ślubu, ponieważ Gabriel już nie chciał dłużej czekać, zrezygnował z zaręczyn uznając, że są zbędne. Termin wybrano, na trzecią niedzielę lutego 1942 roku. Mohja przyjechała z siostrami do domu zobaczyła gotową suknię ślubną i nie mogła uwierzyć! Płacz, krzyk nie pomogły – matka kazała ją ubrać. Mohje rwała sobie włosy z głowy w drodze do kościoła, gdzie czekał już Pan Młody wraz z ojcem i resztą rodziny. Echo niosło wrzask po całym kościele, łzy leciały aż pop usiadł zrezygnowany i oświadczył, że tak ślubu udzielić nie może. Wtedy do akcji wkroczył Meletius. Stłukł piersiówkę i nastraszył Mohje, że jak nie powie „tak”, to on się potnie szkłem i zabije!!!
Tymczasem Gabriel przyglądał się przyszłej żonie i musiał przyznać, że bardzo ładna z niej dziewczyna, niemniej trochę już był znużony tym jej opieraniem się: „W końcu każda kobieta kiedyś musi wyjść za mąż! Co jej tak nie odpowiada?” – myślał w pośpiechu.W końcu Meletius wśród szlochów usłyszał „tak” i radosnym krzykiem powiadomił o tym cały kościół. Pop nie kazał sobie tego dwa razy powtarzać. Szybko pobłogosławił związek i odetchnął z ulgą, że zaraz sobie pójdą.

No i faktycznie. Babcię spakowali i pojechała z mężem w podróż poślubną do sąsiedniego Libanu. Podróż miała trwać tydzień, ale musieli opuścić hotel po trzech dniach, gdyż Mohje dostała krwotoku. Wrócili do Latakii. Tu Mohje unikała męża i chociaż okazało się, że jest w ciąży i tak nie zamieszkała z nim aż do porodu pierworodnego Meletiusa. Imię pierworodnego musiało być - po ojcu Gabriela. Drugim synem był mój tata – Stalin. Tak, tak nie ma tu pomyłek i literówek. Miał być Józef, po bracie Mohjy, ale Gabriel po kielichu i imprezie na cześć drugiego syna, w duchu bolszewickiej rewolucji, natchniony marzeniami mrzonkami o równości i sprawiedliwości, pojechał do urzędu i zapisał - Stalin! A Stalin to nasz tata..


A powiew orientu dziś zamykamy przepyszną okrą.

Składniki:
2 kg okry
80 dkg mięsa cielęcego (można zastąpić indyczym)
6 dojrzałych pomidorów (najlepsze malinowe)
główka czosnku
papryka czerwona
pasta paprykowa ze słoiczka
olej do smażenia

oraz przyprawy:
2 łyżki stołowe suszonej kolendry
laska cynamonu
pestka kardamonu
pół łyżeczki szafranu


Sposób przygotowania:
Okrę umyć i osuszyć papierowym ręcznikiem. Usunąć ogonek, a końcówki elegancko zostawić w kształcie stożka. Dodać szafranu posolić i usmażyć na oleju aż się zarumieni, odsączyć nadmiar tłuszczu na ręczniku papierowym.

Mięso pokroić w kostkę. Posolić. Na rozgrzany tłuszcz wrzucić suszoną kolendrę oraz przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku. Smażyć przez 2 minuty stale mieszając. Dodać pastę paprykową i chwilę podsmażyć, a następnie dodać mięso. Podsmażyć chwilę, wrzucić laskę cynamonu i pestkę kardamonu. Zmniejszyć ogień i smażyć przez 20 minut.



Usmażoną wcześniej okrę wraz z mięsem wrzucić do garnka i dodać pokrojoną w kostkę paprykę. Dolać szklankę wody i gotować przez 1 godzinę. Dodać posiekane pomidory i dusić jeszcze 20 minut na wolnym ogniu.


Podawać z ryżem wymieszanym z makaronem.

Trwa ładowanie komentarzy...