A mi to rybka, czyli szynka babci Krysi lub jak kto woli, dorsz po syryjsku

Fot. Fabiola Jaghnoun-Jurga
Czas na rybę! Lekko i przyjemnie, niczym na śródziemnomorskich plażach.

Sporo wody w Wiśle upłynęło zanim na stałe przeprowadziłyśmy się do Syrii. Ostatecznie nastąpiło to kiedy zaczęłam chodzić do szkoły. Wtedy też zaczęły się nasze migracje letnio-zimowe. W ciągu roku szkolnego – od września do maja – mieszkałyśmy w Syrii, a na wakacje przyjeżdżałyśmy do babci, do Polski.
Zaczęłam mówić mając ponoć 10 miesięcy, więc w wieku siedmiu lat w miarę dobrze mówiłam po polsku, a i po syryjsku radziłam sobie nieźle. Gorzej natomiast było z moją młodszą siostrą, która jako trzylatka, co parę miesięcy musiała uczyć się mówić od nowa w drugim języku, a mając takiego wrednego tłumacza jak ja, łatwego życia nie miała.
Babcia rozpieszczała nas co niemiara. Cały rok czekała na swoje wnusie, szyjąc ubranka dla lalek, zbierając wielkanocne baranki cukrowe i landrynki, a od progu witała pierogami z mięsem i cebulką oraz pączkami i sernikiem „własnej roboty”. Za szyneczką i parówkami stała godzinami w kolejkach pod mięsnym, na zmianę z mamą. Uwielbiała piec nam ciasta, ciasteczka i wszystko było robione z pasją i miłością do Karusi i Boluni – jak o nas pieszczotliwie mówiła.
Babcia pachniała wanilią i drożdżami. Miała najpiękniejsze na całym świecie niebieskie oczy i czarne włosy oraz jak każda babcia, poczucie że ma niedożywione wnuki. Kiedy mama zostawiała nas z babcią, często musiałam tłumaczyć jej co mówi „mieszająca języki” Fabi.
Pewnego razu babcia mnie woła:
- Karusiu, chodź kochanie! Co mówi Bolcia, bo chyba jest głodna?
- Oj babciu, nie wiem co ona mówi - i spytałam po syryjsku - Co chcesz?
Siostra wyczuła, że mam wredne zamiary, więc nie chciała już ze mną rozmawiać. Odwróciła się do babci i powiedziała błagalnie - Babciu ja chcę sanke*!
Na co babcia odkrywczo - Szynkę! Szyneczki dziecko chce, już babcia daje!
Ja z uśmiechem na twarzy potwierdziłam szyderczo - Taaak szyneczki chce – patrząc na zrozpaczoną Fabi, która chciała zjeść… rybę!
I na cześć babci dziś będzie ryba z piekarnika po syryjsku.

*SAMKE po syryjsku znaczy rybka, ale trzyletnia Bolunia mówiła „sanke”.


Dorsz atlantycki w marynacie czosnkowej.

Składniki:
1 dorsz atlantycki
1 szklanka soku z cytryny
1/2 szklanki oliwy
4 ząbki czosnku
Kumin rzymski
Sól
Natka pietruszki
Główka czosnku
Kilka plasterków cytryny


Sposób przygotowania:
- przygotować marynatę:
Wymieszać sok z cytryny z oliwą i rozgniecionymi 4 ząbkami czosnku. Posolić, dodać kumin i poszatkowaną natkę pietruszki.
- posmarować rybkę marynatą i ułożyć na blasze. Na wierzchu rozłożyć plastry cytryny i posypać ząbkami czosnku z całej główki.
- w piekarniku nagrzanym do 190 stopni piec przez 45 minut.
Podać z ryżem i sałatą




Trwa ładowanie komentarzy...